Clubber.pl

Clubbing, dobra muzyka i zabawa z Clubber.pl

Menu

Zmień Miasto
Wyszukaj zasoby portalu

SEMINARIUM PRZEPŁYWU SŁÓW

Utworzony: 2009-08-18

Ostatnia modyfikacja:

Scroobius Pip żongluje dziś ironią na festiwalowych scenach, ale pamiętać trzeba, że ten brodaty rymokleta ma za sobą nie tylko tuziny stoczonych walk, z których niejedna zakończyła się przed czasem, ale też doskonały album „Angles”. Już 28 sierpnia wraz z producentem Danem Le Sac zaprezentują się na festiwalu Tauron Nowa Muzyka.



Sebastian Rerak: Jak się poczułeś na wieść o śmierci Michaela Jacksona?

– Był to dla mnie ogromny szok. Dziwnym zbiegiem okoliczności, jakiś tydzień wcześniej zdobyłem nagrania acapella The Jackson 5. Przykro patrzeć, jak teraz wywleka się każdy szczegół z biografii Jacksona. To przesada, zwłaszcza, że na świecie działo się w tym czasie wiele ważnych wydarzeń – zamieszki w Iranie, niepokojący wynik Brytyjskiej Partii Narodowej w wyborach do europarlamentu... Życie nie kończy się na gwiazdach popu, ale przyznaję, zasmuciła mnie trochę ta wiadomość.

Nie trzeba było długo czekać na całą falę dość podłych dowcipów na temat Jacksona. Wiem, że lubisz czarny humor, ale zgodzisz się chyba, że nie wypada tak używać sobie na nieboszczyku?
– Tak. Sporo ludzi robi sobie jaja z Jacksona, zazwyczaj czyniąc przy tym aluzje do pewnych kontrowersji, które ciągnęły się za nim latami. Jeśli ktoś wierzy, że zarzuty pod jego adresem były prawdziwe, to pewnie trudniej okazać szacunek zmarłemu. Ja osobiście staram się jednak pamiętać przede wszystkim jego muzyczny dorobek.

Na szczęście masz się całkiem nieźle i pracujesz ponoć intensywnie nad nowym albumem?
– Zgadza się. Wspólnie z Danem pocimy się nad kolejnym materiałem. Idzie nieźle.

Ciekawi mnie, jaką metodą pracujecie. Kiedy występujecie na żywo, bardzo istotny musi być dla was odzew publiczności. Z dala od sceny jesteście jednak pozbawieni tej interakcji.

– Pracujemy w odosobnieniu, zdani na komunikację mailową. Ja piszę teksty wszędzie, gdzie się da – zarówno w swoim pokoju, jak i siedząc na łące (śmiech). Potem gromadzimy wszystkie pomysły i rozwijamy. Kilka nowych kawałków zaczęliśmy już sprawdzać w działaniu na koncertach, więc kiedy wpadniemy do Polski, to usłyszycie je na żywo. Ciekawe, jak polska publiczność na nie zareaguje... Teraz akurat mamy przerwę w koncertach, więc ja jeżdżę po Anglii z serią występów mówionych (spoken words), podczas których recytuję nowe teksty. Tak jak powiedziałeś, interakcja z publiką jest ważna, więc zależy nam na przetestowaniu materiału przed jego wydaniem.

Rok temu odbyliście minitrasę, na której udzielaliście „motywacyjnych seminariów”. Możesz wyjaśnić, co się działo na nich działo?

– Generalnie staramy się występować na żywo jak najczęściej, ale ważne jest także podtrzymanie uwagi ludzi. Eksperymentujemy więc na różne sposoby z formułą koncertów. W zeszłym roku uznaliśmy, że zorganizujemy je pod postacią seminariów. Podzieliliśmy więc nasz repertuar na cztery kategorie i rozbiliśmy na dwie sekcje przedzielone piętnastominutową przerwą na kawę. Na scenie była tablica i projektor – jak na jakimś zebraniu. Wszystko po to, aby przełamać rutynę zwykłego występu. Ludziom się podobało i sądząc po ich reakcjach, nasz pomysł nie był chybiony.

Czy muzyka jest dla ciebie czymś więcej niż nośnikiem tekstów?

– Teraz już tak. Zacząłem naprawdę doceniać muzykę dopiero wtedy, gdy spotkałem Dana Le Sac. On potrafi wzmocnić siłę moich tekstów, przydać im dramatyzmu, nastroju, wibracji...

Wiem, że jesteś fanem Sage’a Francisa i Gila Scotta-Herona. Czy ich sposób łączenia poezji z muzyką był dla ciebie jakoś szczególnie interesujący?

– O tak, zdecydowanie! Obaj są dla mnie jednakowo ważni, ponieważ uświadomili mi, że mogę uprawiać deklamację z zachowaniem przepływu słów, który sam w sobie jest bardzo muzyczny. To dzięki nim naprawdę zrozumiałem siłę połączenia tekstu i dźwięku. Sage Francis jest notabene naszym amerykańskim wydawcą. Fakt, że ktoś, kto wywarł na mnie tak wielki wpływ, docenia moją twórczość, jest po prostu niesamowity.

Podobno ty i Dan macie w planach współpracę z Dizzee Rascalem?

– Za dużo powiedziane. Bardzo chcielibyśmy, aby Rascal wystąpił w jednym z naszych kawałków, ale najpierw musimy do niego dotrzeć i obgadać sprawę. Nadal jest to jedynie nieśmiały pomysł, ale kiedyś tam wygadaliśmy się z niego i media mają teraz używanie, bo wiadomość o naszej współpracy z Dizzeem musi być dla nich łakomym kąskiem. Na pewno chcielibyśmy nawiązać z nim współpracę, ale do tego jeszcze bardzo daleka droga.

Wiem, że niedawno znalazłeś w domu ostatnie paręnaście kopii swojego solowego albumu „No Commercial Brakes”.

– Tak, to rzeczywiście niezwykłe, bo album wyszedł w nakładzie tysiąca kopii i niemal natychmiast się wyprzedał. Zawsze ktoś pyta mnie, czy nie mam tej płyty na zbyciu, ale z tego, co wiem, nie jest ona już nigdzie dostępna. Akurat jestem w trakcie przeprowadzki i odkryłem, że mam w domu jeszcze szesnaście egzemplarzy. Początkowo planowałem zatrzymać je dla siebie, ale teraz przyda mi się każdy grosz, więc wystawiłem je na eBayu. Jeśli ludzie są faktycznie zainteresowani tym albumem, to niech rozstrzygną między sobą kto go kupi. A przy okazji spłacą mi przeprowadzkę, więc tylko na tym skorzystam (śmiech).

Dziś najwyższa cena wynosiła ponad pięćdziesiąt funtów. Nieźle!

– Zadziwiające, nie? Zwłaszcza, że wystawiałem te płyty po 99 pensów.

Rozmawiał: Sebastian Rerak

Komentarze

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza

Pola oznaczone [*] są wymagane.