„To nie chuligani, to idzie awangarda”. Etam Etamski, zaledwie dwudziestoletni producent ze Szczecina, debiutuje w oficjalnym obiegu płytą – manifestem na rzecz natychmiastowej futuryzacji hip hopu. Wierzcie mi, rodzime pod-, nad- i śródziemie muzyczne nie wydało dotąd bardziej radykalnego wyziewu.
Freejazzowy trip, psychodeliczna faza, sample z Dezertera i filmu dla dorosłych, synkopowany rytm, drum’n’bassowy lewy sierpowy – wszystko to bzyczy, bulgocze, rzęzi i terkocze w walce o nową sztukę. Etamowy collage dźwiękowych -izmów zlewa się w gęstą plamę czystego sonicznego absurdu. A plama ląduje na garniturze. Pac, pac. Dada, dada.
Wspólnicy Etamskiego w zbrodni na hiphopowej sztampie, Eror, Dany Tego i Wuesbe, w ostrych nawijkach zdają sprawozdanie z życia w mieście, które domaga się wstrząsu. „Rozpędzony surrealizm” krzyczy niczym plakat i jest destrukcyjny jak koktajl Mołotowa, ciśnięty ręką szalonego poety. „Zwymiotowałem na odbiornik” – konstatuje na wkładce do płyty (która notabene jest prawdziwym dziełem undergroundowego artu) sam rapowy dadaista, a tymczasem „przez otwór żygnęła lawa futuryzmu”, że zacytuję klasykuff. Potrzebna była taka płyta. Dada hop zwycienrzy!
Sebastian Rerak



