Sebastian Rerak
Ocena internautów: (1 głosy)
Warszafski Deszcz
Powrócifszy...
Wielkie Joł
Ocena redakcji: 5
Nie może być! Druga prawdziwa płyta Warszafskiego? Wydana okrągłą dekadę po wybuchowym „Nastukafszy”? W dodatku już tytułem nawiązująca do poprzednika, który dla polskiego hip hopu był jak kanonada z Aurory. Jednym zdaniem: Tede i Numer mierzą się z legendą Albumu, Od Którego Wszystko Się Zaczęło. Oglądają się za ramię, cały czas jednak szusując naprzód. Skoro płyta ma poniekąd charakter sentymentalno-rozliczeniowy, to muzycznie musi być oldskul. I jest, w najlepszym wydaniu – z mocnymi, konkretnie dudniącymi bitami i czujnymi skreczami. Produkcja pierwszej próby, a kompozycje Kixnare i Erio kładą na plery autentyczną przebojowością. Ten pierwszy, w hymnicznym „Tak się robi hip hop” zadbał o to, by dzieciaki miały co śpiewać na koncertach (najbardziej zaraźliwy refren w polskim HH od dawna!), drugi wniósł nienachalnie nostalgiczną nutę oraz kapitalnie zagadujący bas do „W międzyczasie”. Na wyróżnienie zasługuje też pełen kontrolowanego chaosu „Tak się robi przester” Luxona. Sami mistrzowie ceremonii są w formie znakomitej, potwierdzając, że ostatnia dziesięciolatka upłynęła im na ostrzeniu skillsów (Tede – wiadomka, ale postęp Numera wręcz imponujący). W tekstach, jak napomknąłem, wspominki i rachunki („Czas nas zmienił chłopaki”, „I co teraz...”), a także sporo rymów wybitnie niezobowiązujących („Leniwy dzień”, „Czuję się lepiej”, „Mógłby już być piątek”). Kandydatów na hity jest w tym zestawie aż za wiele, więc co tu więcej pie***lić po próżnicy... Klasyk!



