Dream jest nie tylko jednym z najlepszych wokalistów w grze (obok największego chyba w tej chwili rywala, Ne-Yo), ale i utalentowanym kompozytorem, czego dowodem mnóstwo świetnych utworów z pierwszej połówki tracklisty. Toczący się z gracją miejski banger „Rockin’ That Shit”, niemalże dyskotekowy „Walking on the Moon” z gościnnym udziałem wszędobylskiego Kany’ego Westa lub liryczne „My Love” z wokalem wspomnianej Carey robią wielkie wrażenie. Także teksty operują fajnym humorem („Czy umiem śpiewać jak Usher? Nie, ale sprawię, że będziesz śpiewać jak Mariah!” – mówi Dream do dziewczyny w „Put it Down”). Wadą materiału jest jego przesadna długość i parę wypełniaczy pod koniec. Ale sam The Dream nie próżnuje i już pracuje nad trzecią płytą, która ma być wydana pod tytułem „Love King” jeszcze w tym roku – oby udało mu się zrealizować swoją wizję jeszcze lepiej, bo są ku temu wszelkie przesłanki.
Borys Dejnarowicz



