Air wraca do pisania piosenek – prostych, powabnych, opartych na sprawdzonych, analogowo-cyfrowych środkach. Chce sprawiać, by elektronika emanowała żywym ciepłem. Czasem się to udaje, czasem zaś owo ciepło kojarzy się raczej z przegrzanym procesorem peceta. Co jest w „Love 2” na plus? Na pewno nowe przeboje: zmysłowa szeptanka „So Light Is Her Footfall”, bujające, moogowe „You Can Tell It to Everybody”, bliski B-52s i Blondie nowofalowy pop w „Eat My Beat” oraz świetne, surfowe „Be a Bee”. Mniejsze wrażenie robi muzakowa bossa nova w „Love” i mulący chanson „Heaven’s Light”, a już zupełnie chybionym utworem (nie licząc adekwatnego tytułu) jest „Tropical Disease” – ponad sześć minut egzotyczno-lounge’owego banału, naćkanego samplami zaczerpniętymi prawdopodobnie z jakiegoś banku radiowych dżingli. Dość słabo jest też z wokalami i tekstami – tych pierwszych mało, tych drugich jeszcze mniej i w zasadzie same „ajlowja” powtarzane z zaangażowaniem czytającego listę dialogową lektora.
Nie jest to na pewno hit na miarę „Moon Safari”, ale kilka świetnych momentów się tu rozegrało. Chciałbym, żeby producenci tej klasy co Godin i Dunckel nie zmuszali mnie do zbyt częstego korzystania z funkcji „skip” w kontakcie z ich dziełami. Chyba naprawdę nie proszę o zbyt wiele?
Sebastian Rerak



