Amerykańska formacja Fertile Ground to najlepszy dowód, że prawdziwa, obdarzona głębią i energią muzyka nie potrzebuje wielkiej machiny promocyjnej, by zdobyć uznanie na całym świecie. Olbrzymi potencjał grupy stał się oczywisty, gdy cztery lata temu po raz pierwszy usłyszano o nich w Europe dzięki albumowi "Perception". Jamesowi Collinsowi i jego ekipie udało się wypracować dość eklektyczny, a jednak całkiem spójny styl, któremu pozostają wierni do dzisiaj. W muzyce Fertile Ground znajdziemy elementy m.in. takich gatunków jak funk, soul, jazz, afrobeat, hip-hop i reggae. Siła zespołu przejawia się zarówno w doskonałym zmyśle improwizacji muzyków, grających na najwyższym światowym poziomie, jak i w imponujących zdolnościach wokalnych oraz prezencji scenicznej czarnoskórej wokalistki Navashy Dayi. Istotną rolę odgrywają też teksty piosenek, będące uduchowioną, przepełnioną humanizmem poezją, niosąca przesłanie miłości i pokoju. Perfekcyjna równowaga, zawierająca się w pozytywnym lirycznym przekazie, podnoszącym na duchu brzmieniu, wirtozerskich aranżacjach i niezwykłej emocjonalnej szczerości, sprawia, że twórczość Fertile Ground ma wymiar uniwersalny i z łatwością trafia do wszystkich, którzy w muzyce szukają czegoś więcej niż tylko bezmyślnej rozrywki.
Na swoim trzecim albumie "Black Is..." (a właściwie szóstym, licząc dwa pierwsze amerykańskie wydawnictwa oraz płytę z remixami) grupa utrzymuje wysoki poziom artystyczny. Konsekwentnie eksploruje wyznaczoną przez siebie formułę, nie popadając przy tym w monotonię i zachowując spontaniczność ekspresji. Wystarczy posłuchać takich utworów jak "Spirit World", singlowy "Live In The Light", tytułowy "Black Is...", "Another Day" czy "Yellow Daisies" (niedawno zremixowany przez samego Nicolę Conte), by stwierdzić, że czarne faktycznie jest piękne. Fertile Ground z dumą korzysta z afrykańskiej spuścizny kulturowej, przywołując symbole matki ziemi, wojownika, rodziny, szamana, tancerza i bębniarza. Tworzy sztukę nierozerwalnie związaną z naturą, a więc z tym, od czego tak niebezpiecznie oddala się współczesna cywilizacja.
Twórczość muzyków z Baltimore jest jak powiew świeżego, niczym nieskażonego powietrza. Z pewnością przyda się każdemu w przerwach od codziennej gonitwy. Serdecznie polecam!
Maceo



